Jest jak tweedowa marynarka. Nowa wygląda, jakby właściciel, nosił ją od kilku lat. Używana - wygląda jak nowa. Taka właśnie jest Toyot!
Nie lubisz krzykliwych nowości? Nie chcesz gonić za wciąż zmieniającą się modą? Cenisz sprawdzone rozwiązania? Toyota ma dla Ciebie propozycję.
Konia z rzędem temu, kto z 50 metrów odróżni „starą” Avensis od „nowej” - tej po tegorocznym liftingu.
Minimalnie zmienione atrapa chłodnicy i klosze lamp to niewiele. Dopiero z mniejszej odległości zauważyć można najbardziej charakterystyczny element — boczne kierunkowskazy w obudowach lusterek zewnętrznych. Właściciel trzyletniego Avensisa śmiało zatem może go wymieniać na nowego. Jeśli będzie w tym samym kolorze, nawet sąsiedzi się nie zorientują i nie będą mu zazdrościli. Także we wnętrzu „pachnie” klasyką. Odpowiednie do auta tej klasy, choć nie rewelacyjne tworzywa tablicy przyrządów, bardzo dobra czytelność wszystkiego, co potrzebne jest kierowcy i dosyć przestrzeni dla czterech osób. Ideal? Prawie, bo fotel kierowcy ma za krótkie i za wysoko umieszczone siedzisko, a jego oparcie ma nieco ograniczony zakres regulacji. Choć dwupłaszczyznowa regulacja kierownicy ratuje nieco sytuację, to i tak kierowca musi podróżować w nieco „relaksacyjnej”, odchylonej do tylu pozycji.
Choć ostatnio tak modne stały się diesle, a Toyota ma aż trzy takie silniki, do charakteru tego statecznego sedana lepiej pasuje jednostka benzynowa, która nie odstrasza kierowcy charakterystycznym odgłosem. Dwu- litrowy silnik benzynowy zapewnia wystarczający moment napędowy już przy niskich obrotach, nie zmuszając spokojnego kierowcy do głębokiego wciskania gazu. I całe szczęście, bo wówczas jest naprawdę cichy, a gdy wskazówka obrotomierza sięga wartości 4000, robi się już zbyt głośny.
Przyjemność posiadania tej niewyróżniającej się w tłumie Toyoty kosztuje, co najmniej 90 tysięcy zł. Niemało, ale w zamian otrzymuje się samochód, który za kilka lat wciąż wyglądać będzie tak, jak w chwili debiutu. I będzie równie modny.