Mercedes ma alternatywę dla tych, którzy nie chcą sedana lub kombi.
W 2000 roku Mercedes przedstawił nową, ciepło przyjętą klasę C w wersji sedan, a rok później: kombi i Sportcoupe. W praktyce był to po prostu 3-drzwiowy hatchback. Auto - jako nowość w ofercie - spotkało się z dużym zainteresowaniem, ale później dostrzeżono wady: mało funkcjonalne wnętrze, wysoką cenę, niedostatki jakości. Te ostatnie nie były bardzo uciążliwe, ale w przypadku tej marki - nie do zaakceptowania. Chodziło o niestaranny montaż i drobne usterki, np. za szybko przepalające się żarówki lub uszkodzenia przełączników (elektrycznych szyb, wycieraczek). Zwykle usuwano je w ramach gwarancji, ale niesmak wymagających użytkowników jednak pozostał. Mercedesy klasy C były pierwszymi, których oznaczenia nie były zgodne z pojemnością skokową silnika. Pod oznaczeniami C 200 Kompressor i C 230 Kompressor kryły się odmiany ze wzmocnionym mechaniczną sprężarką silnikiem 1.8 o mocach 163 i 192 KM. Jednostki te były odpowiednio mocne do niedużego auta i spalały rozsądne ilości paliwa. Ze względu na rodzaj samochodu nie spotyka się wersji na gaz.
Odmian z turbodieslami w Polsce niemal się nie widuje, podobnie jak tych sygnowanych przez AMG — sportowy dział Mercedesa. Topowe C Sportcoupe to 30 CDI AMG (turbodiesel, 231 KM) oraz 32 AMG (benzynowy z dwoma sprężarkami Rootsa, 354 KM) - obie nie cieszyły się powodzeniem ani w Polsce, ani w Niemczech, ani też w USA. Wycofano je w 2004 roku. Właściciele C Sportcoupe są jednak zadowoleni ze swoich aut, szczególnie tych z automatem. Świetnie sprawdzają się one jako eleganckie, nie przesadnie wyzywające samochody, o dynamicznym wyglądzie cenionym przez młodych ludzi. Używane egzemplarze w dobrym stanie można mieć za ponad 50 tys. zł, a każdy nieźle zarabiający „yuppies” może sobie na taki wydatek pozwolić. Poza tym, pomijając koszty ubezpieczenia, Mercedes C Sportcoupe nie jest drogi w utrzymaniu. Rzadko się psuje. Niestety jeśli już zdarzy się awaria, to jej usunięcie będzie kosztowne.