Z roku na rok wzrasta liczba użytkowników tych samochodów w Polsce. Przyczyna jest prosta - w relatywnie niewielkiej cenie można kupić bezwypadkowy, zadbany i stosunkowo młody egzemplarz, który kusi ilością miejsca, spokojną linią nadwozia oraz tapicerkami zapożyczonymi z klasy wyższej. Niestety -gorzej jest z jakością montażu. Najtańsze zarejestrowane w Polsce "sześćsetki" kosztują 8-12 tys. zł. Najdroższe, w superwersjach wyposażenia kupimy za ok. 15-17 tys. zł. Jak na auto z lat 1997-98, cena wydaje się bardzo atrakcyjna. Podwozie Rovera jest wykonane w technice wielowahaczowej zarówno z przodu, jak i z tyłu, co predestynuje go do szybkiej jazdy kosztem ograniczonej poręczności na dziurawych drogach. W naszych warunkach trudno zatem wykorzystać jego zalety. Rovero-Honda pod względem podwoziowym wytrzymuje nasze nawierzchnie nie gorzej niż bardziej renomowani konkurenci.
Decydując się na Rovera serii 600, trzeba poważnie zastanowić się nad wyborem odpowiedniego silnika. Z wyjątkiem diesla, wszystkie pochodzą z palety Hondy, choć oferowano je w indywidualnych konfiguracjach mocy i osprzętu. W roku 1995 w ofercie pojawił się dwulitrowy silnik turbo o mocy 200 KM i świetnej elastyczności. Rozsądnym wyborem jest na przykład 115-konna wersja 1.8.
Najoszczędniejsza w gamie jest oczywiście angielska jednostka wysokoprężna (620 SDi), która w połowie lat 90. była jedną z najnowocześniejszych na rynku. Bezpośredni wtrysk paliwa (stąd głośna praca), 105 KM, niespełna 12 sekund do "setki" oraz prędkość maksymalna 185 km/h i średnie spalanie ok. 61 oleju to atuty tej jednostki. Dla wielu użytkowników mała popularność Rovera 600 jest jego dużą zaletą. Przy tym nie jedyną. Jeśli trafimy na zadbany egzemplarz i znajdziemy solidny i niedrogi serwis, "sześć-setkę" będzie można polubić.